oto świadectwo emancypacji: z emilią i julką sikałyśmy w te same niemieckie pieluchy, pierwsze we wsi z resztą (pan tomek je przywiózł), mija dziewiętnaście lat (sic!) i teraz emilia szczęśliwie córeczkę zuzię rodzi (podobno prześliczna; julce nie udało się ememesa wysłać, szlag), a my się z julką dumnie opierdalamy, chociaż każda z innego powodu, i coś mi mówi, że opierdalać się bedziemy jeszcze czas jakiś, chyba że prawo zmienią, choć ono i tak nie działa wstecz, więc dla julki szans chyba nie ma, ale dla mnie też, tak naprawdę, więc nie się przejmujmy, c'est la vie, ale damy rade, fajnie, że z tych samych pieluch tak różnie nam się wyrosło, pozdrowienia dla całej trójki, ojcem jest patryk, największy przystojniacha z mojej klasy z podstawówki, no, przynajmniej to nas łączy, że gust mamy wyborny (to tak pół żartem, pół serio), dopiero teraz zauważyłam, że napisało mi się posta bez kropki, czytelne to?
do napisania.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najlepsze to małe kina
OdpowiedzUsuńw rozterce i w udręce,
z krzesłami wyściełanymi
pluszem czerwonym jak serce.
Na dworze jeszcze widno,
a już się lampa kołysze
i cienie meandrem biegną
nad zwiastującym afiszem.
Chłopcy się drą wniebogłosy
w promieniach sztucznego świata,
sprzedają papierosy,
irysy i sznurowadła.
O, już się wieczór zaczyna!
Księżyc wyciąga ręce.
Najlepsze te małe kina
w rozterce i w udręce.
Kasjerka ma loki spadziste,
króluje w budce złocistej,
więc bierzesz bilet i wchodzisz
w ciemność, gdzie śpiewa film:
szeleszczą gaje kinowe,
nareszcie inne, palmowe,
a po chodniku bezkresnym
snuje się srebrny dym.
Jakże tu miło się wtulić,
deszcz, zawieruchę przeczekać
i nic, i nic nie mówić,
i trwać, i nie uciekać.
Srebrzysta struga płynie
przez umęczone serce
Drzemiesz w tym małym kinie
jak list miłosny w kopercie:
"Ty moje śliczne śliczności!
Znów się do łóżka sam kładę.
Na jakimż spotkam cię moście?
Twój
Pluszowy niedźwiadek".
Wychodzisz zatumaniony,
zasnuty, zakiniony,
przez wietrzna peryferie
wędrujesz i myślisz, że
najlepsze te małe kina,
gdzie wszystko się zapomina;
że to gospoda ubogich,
którym dzień spłynął źle.