
czyli co zjadłam na śniadanie. straszne mają słodycze w tej szwecji, jakieś gumowe żelki a la fasolki bertiego botta (brązowe, czarne, i inne takie, kojarzące się raczej z wydzielinami różnego rodzaju), na wymianie ludziom oczy z orbit wyszły, jakeśmy wedlowską wyciągnęli. ale to coś jest pyszne, nie lubię, jak mi coś w zębach zostaje, ale jak to - ok. podziękowania dla rodziny, co wybudowała moją wieś.
do napisania.
Winszuję i życzę smacznego na dalszej drodze blogowania! ;-) Słyszałem, że blogi są już martwe...
OdpowiedzUsuńbóg ponoć też
OdpowiedzUsuń