niedziela, 28 grudnia 2008

post czwarty


dziwna sprawa z tym polskim horrorem. historię mamy jaką mamy, od gimnazjum nas tymi zombiakami u mickiewicza katują, ciemno wszędzie, głucho wszędzie - i nic, groza wciąż traktowana jest z nikczemną ignorancją. to znaczy coś się tam zaczyna rodzić, w czym chyba duża zasłucha orbitoskiego (na święty wrocław czekam, a jakże, bo czuję, że łukasz tracę ciepło przebije i moje ulubione wigilijne psy zostawi w tyle), jednak klasykę spycha się w tzw. niepamięć, czego dowodem jest chyba, iż w plebiscycie fnf (chyba jedno z lepszych w tej tematyce, dużo świetnych ludzi tam się kręci) medium koprowicza padło w pojedynku z mgłą janka cieśli (sic!). a jest medium filmem znakomitym, niesamowicie klimatycznym i bardzo dobrze napisanym (właściwie brak podziału na postaci dobre i złe, o co w kryminale trudno, bajorowi nie raz i nie dwa w mordę chciałam strzelić) i bardzo dobrze zagranym (nie tylko dlatego, że się szapołowska rozbiera, bo to przecież sensacja żadna, no). po polsku jest, niebanalnie, mocno w historii to osadzone, atmosferę lat 30. dałoby się nożem kroić, wiemy, co nadejdzie. mamy więc zjawiska paranormalne, metafizykę, transy i tajemnicę nieśmiertelności, i nie po raz pierwszy okazuje się, że tzw. sprawy uniwersalne paradoksalnie przerażają bardziej, gdy opowieść jest w konkretnych realiach osadzona, w określonym kontekście historycznym, społecznym, ekonomicznym etc. niebieskooki, jasnowłosy orwicz, lat cztery, w ostatnim ujęciu medium znacząco spogląda w stronę widza - ciary! gdzie harvey stephens, niby syn szatana?

stopklatkę z tytułem wklejam, bo jedyne zdjęcie, jakie w sieci znalazłam, to pikslowy stuhr.

a na kolację był chlebuś mamusi. do napisania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz