dzisiaj przypałętał mi się teledysk marble house the knife i jakoś zostawić go za sobą nie mogę. autorem klipu jest chris hopewell, a pomysł mniej więcej taki, co w there there radiohead, gdzie thom yorke podglądał mieszkańców lasu. tu rodzinka szczurków uwija się pod podłogą starego domostwa niczym pożyczalscy, a ja mam ciary, takie to upiorne. odnoszę jednak wrażenie, że niesamowitość tego, co wygrywa szwedzki duet, to nie wszystko. dla fragmentów lynchowskich króliczków biegałam na inland empire do kina: teraz podobnie mrowi mnie w szczęce. to jedna z tych animacji, które tak zaginają percepcję, że we wszelką racjonalność - choćby na chwilę - przestajesz wierzyć.
do napisania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz