niedziela, 15 lutego 2009

post dwudziesty piąty

 

michel cuesta to facet, który odkrył paula dano, obsadzając go w l.i.e. - pewno nikt nie widział, ale jeśli widział, to niech da znać siostrzanej duszy, freaków jarających się gówniarzmi na ekranie mało jest, samotnie w tej branży, nie ma co. w każdym razie twelve and holding to drugi film cuesty (który po drodze zrobił też po pięć odcinków six feet under i, już mniej ambitnie, dextera) - żadnym tam arcydziełem nie jest, ale poraz kolejny koleś pokazuje, że do dzieciaków rękę ma lepszą niż spielberg i shyamalan razem wzięci.

centralna postać dramatu to jacob, chłopiec z czerwonym znamieniem na twarzy: wyszydzany przez łobuzów z okolicy, na wskutek wyjątkowo złośliwego zbiegu okoliczności traci swojego brata bliźniaka, rudy'ego. obu gra conor donovan, dzieciak, co mignął podobno w infiltracji jako młody matt damon. wrażliwy nieprzeciętnie. a rola złożona: jak to jest, mieć dwanaście lat, stracić swojego najbliższego brata, swoje lepsze odbicie (bo bez znamiona), w swoim poczuciu - z własnej winy? jeff i kenny wypowiadają wojnę rudy'emu, gdy ten, w odwecie za złośliwości wobec brata w jasonowej masce, wylewa na nich wiadro szczyny. jacob przez cały film walczy z poczuciem winy - bo brzydszy (za takiego sie uważa - moim zdaniem buzię ma śliczną), bo tchórz, bo pali go w środku z gniewu i bezsilności, gdy odwiedza morderców przez przypadek. rola tego dzieciaka to poezja - bez łez i bez wrzasku. i szkoda, że zniknął. podobnie jak pozostała dwójka głównych bohaterów: zoe weizenbaum jako malee i jesse camacho jako leonard. wątek dziewczynki raczej najsłabszy, może nie tyle wydumany fabularnie, co w realizacji - zbyt pretensjonalny. natomiast część leonarda, nastolatka-parówy z rodziny, co to tylko żre (żre, żre, i żre - wszystko wprost z patelni, topione w tłuszczu, a jak nie tłuste, to słodkie, ciągle ktoś tam żuchwą mieli, kwik, kwik), najbardziej groteskowa, choć na swój sposób wzruszająca: jesse camacho, chłopiec o gabarytach młodego słoniątka, rewelacyjny.  

taki obraz dzieciństwa wydaje mi się najprawdziwszy i najboleśniejszy - problemy jak labirynt minotaura, uczucia skrajne, a jednocześnie zupełnie inny system wartości, inna logika działania, inna od tej dorosłej wrażliwość, choć niemniejsze okrucieństwo. w najbardziej klimaciarskim spośród kin warszawy paradiso w czwartek dziewiętnastego ostatni seans. ja polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz