kaśka (iza kuna) wsiada do windy, ale winda nie chce się domknąć, na korytarzu stoi julka (jentsch, znakomita z resztą, sposobem jakimś jej kreacji nie przyćmiewa chybiony dubbing), kaśka mówi, że pierdoli. drzwi windy wędrują w tę i we wtę. koszmar jakiś. już nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam w filmie tak prawdziwy, szpitalny syf.
pytanie: gdzie krytyka widzi farsę? złośliwość li to czy szufladkowa misja? postać maćkowiaka - niby że błazen? podczas wybierania sukienki do trumny julka siada przy ścianie i stwierdza, że to całe zamieszanie - totalny absurd. trumna skręca w złą alejkę? groteska codzienności. cały czas myślimy o śmierci w bardzo patetycznych kategoriach, a przecież trzeba wybrać trumnę, ubranie, dopilnować grabarzy. szereg zupełnie przyziemnych czynności. ta zbitka budzi bardzo gorzki śmiech, ale to nie jest żadna inwencja szumowskiej, żadne krzywe zwierciadło. to wierna rejestracja. małgośka ma nieprawdopodobny skan rzeczywistości. sama jestem zdziwiona, taki dobry to film.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz