wtorek, 20 stycznia 2009

post szesnasty


prószyński umieścił na swej stronie oficjalną zapowiedź niezwykłych przygód roberta robura - więc jednak nie plotka, czego się w sumie obawiałam od czasu październikowej lampy, tylko prawda najprawdziwsza, ostatnia książka mirka nahacza ujrzy światło dzienne, no. czekać czekam, a jakże, kto mnie w stanie nieco choćby odbiegającym od pospolicie pojmowanej trzeźwości widział, wie, jaki szacun mam dla nahacza za osiem cztery, za to niemal całkowite synchro w kwestii widzenia, i za nieprzeciętny talent, który sama chciałabym posiadać, jak chyba każdy gówniarz, który w czasach licealnych o pisaniu myślał, i to nie tak sobie, tylko zupełnie, zupełnie na serio. chociaż robert robur to będzie raczej kontynuacja tego, ku czemu zwrócił się nahacz w bocianie i loli - książce tak nierównej, że aż fascynującej (gdyż między zajebistością a przegadaniem granica cienka jest). czy kupię? pewno, że kupię, i chociaż wybrzydzać nie wypada, mam nadzieję, że okładka na stronie wydawnictwa to jakiś żart fotoszopowy, co nie, bo dawno czegoś równie chujowego - sensacyjnego i niechlujnego po prostu - nie widziałam, przynajmniej nie w poważnym wydawnictwie. wrzucanie na okładkę fotografii tragicznie zmarłego autora (podpisanego w dodatku zdrobnieniem, w przeciwieństwie do poprzednich publikacji - żeby nie było, mi się imię mirek cholernie podoba, mirosław też, pewno syna tak nazwę, jak go kiedyś będę miała, po dziadku, a także po wszystkich fajnych mirasach, jakich znam, a znam przynajmniej kilku), czarno-białej rzecz jasna, z hasłem ostatnia powieść, to moim zdaniem pomysł dosyć tandetny (okładki miał w czarnem nahacz znakomite, bombel to było coś). no ale dosyć marudzenia. znalazłam też na stronach tvp dokumentalny film o nahaczu, zupełnie przeciętny, ale wypowiadają się kumple z ogólniaka, andrew i muko, i w ogóle można sobie pana autora obejrzeć z czasów okładki cogito, takiego amorka z chrypiącym głosem, sympatię koleś wzbudza jak nic, no. i to by było na tyle chyba, jak coś, to w grzybki wciąż można grać - fajowy pomysł, tak w ogóle, tzw. strony autorów to na ogół straszna chała, a tu jest całkiem miło.

do napisania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz