no i mamy ten rok 2009, bez większych emocji, chociaż dziwnie tak jakoś, jak człowiek pomyśli, że za rok jedynka na miejsce drugiego zera od końca wskoczy, no.
nie wiem tylko, czy to ze względu na koniec roku, czy przypadkowo, chcą mnie nagle różni dziwni obcy ludzie nawracać. najpierw pani z ulotkami na centralnym, kilka godzin później jehowi - udało się paniom zastać mnie w domu, przedtem tylko biuletyny do skrzynki wrzucały, a tutaj niespodzianka, w sumie chciałam powiedzieć, że drogę do szczęścia to ja już odnalazłam, tylko że ta ode mnie ucieka, ale nie powiedziałam, bo nie potrafię być niemiła dla ludzi, którzy się tak szeroko uśmiechają, szeroko jak poppy w happy-go-lucky, kurna, ja mam serce, nie kamień, więc tylko podziękowałam i rzekłam, że to raczej nie dla mnie, a one, że może, powiedziałyśmy sobie do widzenia i koniec. ale dzisiaj w windzie na banacha zabawnie już nie było; zjeżdżałam z czwartego piętra, i pani, która zjeżdżała ze mną, zaczęła nagle tłumaczyć mi, że człowiek składa się z ciała i z duszy - w pierwszej chwili nie wiedziałam, czy mówi do mnie, czy do windy, tak to było absurdalne, ale na parterze okazało się, że jednak ja byłam adresatem tejże odkrywczej myśli, bo miła pani myśl kontynuowała, powiedziała, że muszę koniecznie odwiedzić jakąś-tam-stronę-wu-wu-wu, i adres podała, prosty taki (podać go nie podam, z głowy wywietrzało tak czy inaczej, pamiętam, że dyktowała całe ha-te-te-pe), no, i dodała, że bardzo mi się to przyda, że może zmienię swoje życie na lepsze, na co ja pomyślałam panienko przenajświętsza, to ja mam grzesznica na czole?, odmówiłam, podziękowałam i szybciutko uciekłam w foliowych kapciach do wyjścia.
no więc wrzucam artykuł ze światła w ciemności o jezusie - mężczyźnie z nazaretu. groteskowo smutne. ja tego ogarnąć nie mogę. albo, wprost przeciwnie: ogarniam, ale nie chcę. idę coś zjeść. do napisania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz